Gdańsk: sobota, 21 września 2019
FORUM
Podstrony:


Biedroń w Rumi

strona 1/1

 
1
 
27 września 2011, 18:19 / wtorek
Jakoś godzinę temu miałem szczęście lub nieszczęście spotkać Naczelnego Pedała Polski w Rumi. Wychodząc z kolejki przed dworcem SKM, natknąłem się na agitującego Biedronia, który wręczał jakąs pedalską gazetkę. 5 minut moich głośnych okrzyków i perswazji do homosia i facet postanowił się ulotnić. W między czasie usłyszałem od niego , że jestem nienormalny,a gruby obleśny homoś w okularach który z nim był groził mi , że zostanę pobity przez niego!!!
Niestety homoś wymiękł jak mu powiedziałem ,że chętnie zrobię z nim sparing.
Uwaga!!! Homosie poruszają się dwoma autami .Jedno jest charakterystyczne , bo całe jest w reklamach wyborczych Biedronia, który jak wiadomo kandyduje z listy Ruchu Palikota.
Okręg wyborczy Gdynia!
Kibice ARKI! Pierwszy raz używam waszej nazwy z wielkiej litery i ostatni. Miejcie odwagę przeciwstawić się kampanii tego homosia. On zapewne zawita do Redy, Wejherowa a może i do Gdyni .
Pokażcie że macie jaja a nie wydmuszki!
28 września 2011, 00:11 / środa
Dlaczego apelujesz do tych za Sopotem na forum Lechii?
28 września 2011, 11:56 / środa
Chris - na terenach o ktorych piszesz jest wystarczajaco duzo naszych chlopakow zeby pognac pedalstwo.
28 września 2011, 12:19 / środa
Chris trzeba było wyjebać z liścia babie z pindolem
29 października 2011, 16:12 / sobota
temat powninien nosic nazwe "Biedroń z Rumuni"
29 października 2011, 23:46 / sobota
wywiad gejzety:

Krzysztof Katka: Ile razy był pan na Pomorzu po wygranych wyborach? Pytam, ponieważ był pan jednym z przyjezdnych kandydatów.

Robert Biedroń: Przez całą kampanię przebywałem na Pomorzu. Po wyborach też tu zostałem i raz wyjechałem do Warszawy. Przyjeżdżam z powrotem w przyszłym tygodniu, żeby popracować nad otwarciem biur w Gdyni i Słupsku.

Wyprowadza się pan z Warszawy?

- Oczywiście, że przeprowadzam się na Pomorze. W przeciwieństwie do wielu innych posłów, którzy startowali nie ze swoich okręgów wyborczych, ja zamierzam zamieszkać w Gdyni. Przez najbliższe cztery lata będę mieszkać i pracować z ludźmi z mojego okręgu wyborczego

Czteroletnią kadencję może panu skrócić wyrok sądu, ponieważ prokuratura oskarża pana o naruszenie nietykalności cielesnej.

- Nie obawiam się wyroku, ponieważ to ja 11 listopada ubiegłego roku zostałem pobity przez policję podczas manifestacji radykalnych środowisk narodowych. Następnie policja postawiła mi zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, co w tego typu przypadkach jest standardem z ich strony. Jedną sprawę - o naruszenie procedur przy zatrzymaniu mnie - już wygrałem. Sąd uznał, że policja m.in. sfałszowała protokół. Ubolewam, że ta sprawa tak długo trwa i nie doszło nawet do pierwszej rozprawy. W tym roku również dojdzie do manifestacji środowisk narodowych w Warszawie i apeluję do wszystkich, aby nie przyglądali się biernie głoszeniu haseł ksenofobicznych, dzielących Polaków.

Po wpadce podczas wywiadu u Moniki Olejnik zrobiło się o panu głośno. Jak to możliwe, żeby pan - doktorant politologii - nie wiedział, co to jest Konwent Seniorów?

- A pan zna regulamin albo statut Agory na pamięć? Przecież ja nie jestem jeszcze posłem. Nie muszę znać regulaminu Sejmu, ale po szkoleniach gruntownie się z nim zapoznałem. Dzisiaj dzięki mnie wszyscy w Polsce wiedzą, czym jest Konwent Seniorów - to świetna lekcja dla nas wszystkich!

Czy to prawda, że zamierza pan wziąć ślub ze swoim partnerem?

- Kreowanie wiadomości przez niektóre media mnie przeraża. To jakieś śmieci medialne. Działam publicznie od wielu lat i czytałem o sobie różne bzdury, ale ich intensyfikacja następuje w przerażającym tempie. Żyję z partnerem i zamierzam z nim nadal być, ale planów matrymonialnych nie snuję. Zresztą żyjemy w państwie, w którym zawarcie tego typu związku nie jest możliwe.

Ryszard Kalisz z SLD zapowiedział jednak, że na początku nowej kadencji Sejmu zgłosi projekt ustawy o związkach partnerskich. Więc może wkrótce taka możliwość się pojawi?

- Razem z posłem Kaliszem będziemy koordynować prace nad tym projektem. Chciałbym bowiem, aby to był projekt poza podziałami politycznymi i liczę, że uda się stworzyć szeroką koalicję na rzecz jego przyjęcia. To na pewno jedna z ważnych spraw do załatwienia - zdecydowanie nie marginalna. Jestem 9 lat z moim partnerem, a nie możemy rozwiązać wielu kwestii życiowych związanych np. z dziedziczeniem, spadkobraniem, podatkami, decydowaniem o życiu, zdrowiu partnera. Warszawski sąd ostatnio orzekł, że osobie pozostającej w związku jednopłciowym nie przysługuje prawo do najmu mieszkania po zmarłym partnerze. To pokazuje, że ustawa jest potrzebna, ponieważ odrębnymi umowami tych kwestii nie można rozwiązać.

Trudno sobie wyobrazić przyjęcie ustawy bez poparcia Platformy Obywatelskiej. Dlaczego posłowie tej partii mieliby głosować za?

- Platforma jest partią, która patrzy na sondaże. A w tym przypadku sondaże pokazują, że instytucję związków partnerskich popiera większość Polaków. Dlatego mam nadzieję, że Platforma zobaczy, że jej to się politycznie opłaca i zagłosuje za przyjęciem tego rozwiązania.
29 października 2011, 23:50 / sobota
Jest pan pierwszą osobą w polskim parlamencie, która otwarcie mówi o swojej homoseksualnej orientacji. Gdy pojawiły się doniesienia, że oto pan - pierwszy gej RP - znalazł się w Sejmie, to m.in. poseł Godson z PO ripostował, że przecież wielu gejów już na Wiejskiej zasiada. To pan jest pierwszy czy nie?

- Oczywiście, że inni geje na Wiejskiej też są, tylko o tym nie mówią. Chciałbym dodać odwagi moim kolegom z parlamentu, że nie warto oszukiwać zarówno najbliższych, jak i wyborców. Życie ma się tylko jedno. Ważna jest nasza tożsamość, nasze wybory, to z kim mieszkamy, jak kochamy, jaką mamy perspektywę na świat. Będę zachęcał, żeby być sobą. Wiem, że geje i lesbijki są we wszystkich klubach parlamentarnych. Znam wielu z nich i będę im dodawał otuchy. Rozumiem oczywiście, dlaczego się ukrywają. Żyjemy w społeczeństwie, w którym wiele osób pochodzi z nietolerancją do gejów i lesbijek, ale naprawdę warto być sobą. Dziś, jak się okazuje, można nawet wygrywać wybory będąc otwartym gejem. Jestem przekonany, że w przyszłych wyborach parlamentarnych także w PO i PSL będą takie osoby, bo te wybory na pewno zmienią oblicze naszej polityki. Mamy w parlamencie dwie osoby czarnoskóre, jedną transpłciową. To jest różnorodność Polski, a parlament powinien ją odzwierciedlać. Choć nadal mamy za mało kobiet w Sejmie.

W PiS pan się gejów nie spodziewa?

- Premier Kaczyński chwalił się kiedyś, że w PiS też są. Więc jak mówi tak szef partii, to pewnie wie najlepiej.

Pan od wielu lat otwarcie mówi o sobie i działa w organizacjach walczących o prawa gejów. Nie sądzi pan, że dla statecznych, znanych polityków taki coming-out jest strasznie trudny?

- Oczywiście, że jest. Te osoby już działają w pewnym otoczeniu, są też uzależnione od władz partii. Często też mają rodziny, żony, dzieci. To bardzo trudna sytuacja. Znam te dramaty. Wiem, co te osoby przechodzą. Ale to trzeba przezwyciężać. Moja obecność w Sejmie, debata na temat legalizacji związków partnerskich, może tylko ułatwiać im życie. W społeczeństwie mamy ok. 5 procent gejów i lesbijek - czyli 2 miliony osób. 5 procent miejsc w Sejmie wystarczyłoby, aby utworzyć swój klub parlamentarny. Proszę więc sobie wyobrazić, jak wielu gejów jest w parlamencie, a wiemy tylko o jednym z nich. Pozostali są zmuszeni do ukrywania się. To dla nich tragedia. Pracując w Kampanii Przeciw Homofobii, wielokrotnie spotkałem się z ludźmi, którzy muszą korzystać z pomocy psychologa, ponieważ nie radzą sobie z tym "rozdwojeniem jaźni".

Kampanię na Pomorzu prowadziłem z kolegami gejami i koleżankami lesbijkami z innych partii. I oni mówili często to, co jest tajemnicą poliszynela na Pomorzu, kto wśród polityków jest homoseksualny. Zazdrościli mi, że ja nie muszę się ukrywać, zasłaniać się posiadaniem jakiejś dziewczyny, czy w ogóle unikać tematu.

Na forach internetowych można znaleźć niemal wszystko, ale pod informacjami na pana temat część osób zamieszcza agresywne wpisy i wyzywa od "pedałów". Nie jest to dla pana obciążeniem?

- Fakt, że nie potrafimy sobie poradzić z agresją i mową nienawiści jest obciążeniem dla całego społeczeństwa. A ten język się radykalizuje, coraz więcej jest mowy, która wyklucza i obraża. To też wina polityków, co zresztą odczuwam na sobie. Żeby zaistnieć w polityce, trzeba mieć coraz bardziej wyrazisty język, bo inaczej media się nie zainteresują tym, co mamy do przekazania. Daliśmy się zapędzić w ten ciemny zaułek, w którym czyhają demony. Czuję, że sam jestem wciągany w taką grę.

W telewizji publicznej widziałem przedwyborczą debatę z pana udziałem i był pan tak wyrazisty, jak niegdyś Andrzej Lepper. I jak on powtarzał pan do przedstawicieli innych ugrupowań: "Wy już rządziliście, i co zrobiliście? Nic". To nie była świadoma kreacja?

- Ubolewam, że uprawianie polityki się całkowicie stabloidyzowało. Media lubią show, a jak go nie ma, to nie są zainteresowane poważną dyskusją polityczną. Ustawianie na ringu polityków różnych opcji i dawanie im pałki w postaci mikrofonu i 30 sekund na przedstawienie pomysłu na politykę społeczną po prostu się sprzedaje. Bez tego show, media nie zapraszałby polityków.

Będąc uczestnikiem show pan się do niego dostosowuje?

- Nie zamierzam się dostosowywać, ale wszyscy politycy wiedzą, że to jest tylko show, a prawdziwą politykę uprawia się np. w komisjach sejmowych. To jest patologia, za którą winię media i polityków. Trzeba się zastanowić, co zrobić, żeby w końcu społeczeństwo dostało spokojny i prawdziwy obraz dyskusji politycznej.
29 października 2011, 23:52 / sobota
Pana kampania wyborcza to też był show i nie brakowało w nim elementów "zaczepnych", choćby pod adresem jednego z rywali - Leszka Millera.

- Było też wiele elementów merytorycznych, ale żebyście państwo o mnie usłyszeli, musiał też powstać interesujący przekaz. Zrobiłem dwadzieścia kilka konferencji prasowych, część z nich była happeningowa, a część dotyczyła poważnych problemów. I co zauważyłem? Gdy kruszyliśmy beton, czy wysyłaliśmy polityków w kosmos były tłumy dziennikarzy. A kiedy robiliśmy konferencję o osobach niepełnosprawnych czy kobietach, to nie przyszedł nikt. Przepraszam, na tę o kobietach przyszedł tylko dziennikarz Radia Gdańsk. Gdy zaprosiłem ojca trójki niepełnosprawnych dzieci, żeby porozmawiać o prawdziwych problemach, też nikt się nie pojawił. To znak, że dzieje się coś złego.

Tuż po wyborach Janusz Palikot zdradził, że Wanda Nowicka i pan otrzymaliście propozycje wejścia do rządu. To prawda?

- W obecności żony nie pyta się o kochankę, więc proszę nie tego nie robić.

Nieoficjalne informacje mówiły, że może pan zostać ministrem ds. mniejszości seksualnych.

- To plotka, bo takiego urzędu nie ma. Jest natomiast minister ds. równouprawnienia. Na pewno minister Radziszewska nie sprawowała tego urzędu najlepiej i warto się zastanowić, czy nie należy powołać osoby kompetentnej, ale to wcale to nie muszę być ja. Pracy w Sejmie mam aż nadto.

O Ryszardzie Kaliszu mówi pan, że to lewica kawiorowa, która przyjeżdża na manifestacje jaguarem. Z Januszem Palikotem nie jadł pan kawioru, czy choćby sushi?

- Ryszard Kalisz woli być na garden party w ambasadzie brytyjskiej, niż jechać w teren na spotkanie z aktywem, na które, jak twierdzi Czarzasty, trzeba zabrać wątrobę. Uważam, że szkoda czasu na SLD i warto budować szeroką formację wokół Ruchu Palikota. A sam Palikot jest osobą, która ma gest i dużo inwestuje w państwo. I najchętniej jadłby z nami kanapki w Sejmie.

Palikot ogłosił, że żałuje, iż przed laty na okładce wydawanego przez niego "Ozonu" znalazło się hasło "zakaz pedałowania". Przyjmuje pan te słowa?

- To był fatalny błąd wydawcy i całe szczęście, że Janusz Palikot tego żałuje. Jego przykład pokazuje, że z homofoba można stać się osobą tolerancyjną.

Pana okręg to dość konserwatywny teren - poza Gdynią i Słupskiem to Kaszuby, gdzie ludzie są silnie związani z tradycyjnym modelem rodziny i Kościołem. Jaką ma pan dla nich ofertę?

- Wybranie mnie do Sejmu i tak duże poparcie dla Ruchu Palikota pokazuje, że jednak to nie jest taki konserwatywny okręg. On się jednak modernizuje i myśli o nowoczesnym, różnorodnym społeczeństwie. Jestem posłem całego okręgu i zamierzam pracować dla wszystkich mieszkańców. Najbardziej przerażającą rzeczą, jaką tu napotkałem, było bezrobocie, głównie wśród ludzi młodych. Oni często nie mają pieniędzy, żeby dojeżdżać lub przenieść się do większego miasta, gdzie o pracę łatwiej. To trzeba zmienić i stworzyć mieszkańcom mniejszych miejscowości podobne warunki, jak w dużych miastach. Żeby nie było tak, że młodzi ludzie po szkole z Miastka, Człuchowa, czy Bytowa są automatycznie skazani na bezrobocie. Złożyłem przysięgę, że 9 października każdego roku będę przedstawiał raport z mojej pracy i prezentował pomysły na kolejne 12 miesięcy. Słowa dotrzymam.

odnośnik
 
1
 
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.241