Gdańsk: czwartek, 18 lipca 2019
FORUM
Podstrony:


DUFO. Warszawskie wspomnienie o Przyjacielu

strona 1/1

 
1
 
15 października 2012, 20:13 / poniedziałek
W niedzielę, 21 października, minie siódma rocznica śmierci Tadeusza „Dufa” Duffeka, legendarnego Kibica Lechii Gdańsk, Wielkiego Patrioty, Przyjaciela wielu znanych kibiców naszej Legii.

Długie październikowe wieczory sprzyjają różnym wspomnieniom i refleksjom.

Z ostatnich lat jego życia przewijają mi się wciąż przed oczami takie kadry…:

Pamiętam jak z 10 lat temu spotkaliśmy się przy takiej charakterystycznej, starej poczcie we Wrzeszczu. Lechia grała wtedy w piątej lidze. Tadziu jeszcze w pełni formy… - Wiesz - mówi – Ze starych czasów mam taką waszą flagę, masztówkę z Żylety. Powiesiłem ją u nas na meczu. Dobra beka była. Niektórzy sobie tylko pogwizdali…

Potem pod szpitalem przy Smoluchowskiego, gdzie odwiedzaliśmy chorego wtedy, młodszego brata Dufa – Lechiści chcieli mi tą flagę sprezentować. Nie mogłem jej przyjąć. Powiedziałem, że jej miejsce jest w Gdańsku…

*
2003 rok, mecz Lechii z Kolejarzem Chojnice. Jesteśmy ustawieni. Podjeżdżam taryfą na Traugutta, wybijam się i idę pod górę w stronę stadionu, lekko niepewny, w barwach. Przed bramą komitet powitalny z Dufem na czele. Na dzień dobry seta gorzały… Dalej totalna impreza w czasie meczu na stadionie, następnie objazd trójmiejskich knajp zwieńczony w sopockiej „Przystani”. Co to był za balet…

*
Nieco później, Lechia – Bałtyk. Jedziemy większą brygadą, jest taniec od ruszenia pociągu. W Gdańsku piwo leje się beczkami. Nieźle nas zmęczyli. Lechia wpuściła Bałtyk na układzie. Ma być spokój. Z nami jest jeden z obecnie świetnie kojarzonych na Legii, wtedy jeszcze dobrze zapowiadający się młodziak. Nieźle „zrobiony” - wskazuje na sektor Bałtyku:

- Patrzcie! Nikt ich nie chroni! Dlaczego ich nie atakujecie?!

Wokół kupa śmiechu. Dufo patrzy na to wszystko z ogromną radochą na twarzy…

*
Meczyk towarzyski, Lechia – Piast. Debiut mojej, wówczas czteromiesięcznej córki, na meczu piłkarskim. W przerwie rozchwytywany przez wszystkich Dufo podbija do nas. Szarmancko wita się z moją żoną i przez chwilę z wielką serdecznością zabawia w wózeczku moją małą Basię… To wszystko przerywa wybuchająca kilka metrów obok petarda… Zamieszanie max, ale na mojej córce wrażenia to jakoś nie robi. Uśmiecha się. Tadek też się śmieje.
- Ooo, na sto procent będzie z niej dobry kibic!

Obecnie Basia nie jest wcale taka mała i zaliczyła już ładnych parę wizyt na Żylecie. Tadeusza niestety nie pamięta…

*
Wizyta Tadzia w Warszawie. Choroba powoli zaczęła dawać mu się we znaki. Przywozimy go z Foxxem i „dobrze znanym” Patrykiem na Łazienkowską do czynnej jeszcze wtedy „eLki”. Dla obecnych w knajpie to mocna niespodzianka. Dufo spotyka wielu dawno nie widzianych znajomków i przyjaciół. Rozmowom, wspomnieniom nie ma końca…

- Muszę zajrzeć w końcu do was na jakiś mecz. Dawno mnie tu nie było.
- Jasne, dawaj tylko cynk kiedy.

Odwoziliśmy go potem do jego siostry. Nikt z nas nie przypuszczał, że takiego meczu już nie będzie...

*
Tymczasem znowu Lechia – Bałtyk. Mecz najpierw przeniesiony z Gdyni do Gdańska, a w ostatniej chwili odwołany - ale i tak jedziemy w jakieś dziesięć osób, bo wszystko poustawiane. Jazda po maxie od samego początku. W Gdańsku hamulce puściły. Niektórzy nasi w barwach, w naszych szalach także niektórzy Lechiści.
Przy ekspatriowanym ze Lwowa pomniku Sobieskiego namierza nas czołówka gdańskiej chuliganki. Rozkminki, konsternacja…

- Kurwa, co tu się dzieje?! To my Wisłę gościmy, a tu Legia chodzi sobie w barwach?!

Wszystko rozchodzi się po kościach, acz łomot był blisko…
Dufo w tym czasie, poważnie osłabiony, siedział w domu pod telefonem. Potem przekazywał relację jednego z tych, co nas przycięli.

- Jedziemy, a tu centralnie goście w szalikach Legii… Wyskakujemy z samochodu, podbijamy… a to, kurwa, nasi… O co tu chodzi?

Znowu trochę śmiechu…

Wieczorem siadamy „na budach” przy plaży w Brzeźnie do mega biesiady. Dufo trzyma fason, jak każdy rasowy twardziel, ale momentami nie da się ukryć, że daleko jest z nim od okej…
15 października 2012, 20:14 / poniedziałek
*
31 lipca 2004 – Msza Święta i Apel Poległych w Warszawie na Placu Krasińskich. Obchody 60 rocznicy Powstania Warszawskiego… Tadeusz jest z nami. Już po chemii, wyraźnie odmieniony. Upał jak stąd na słońce, a on w kurtce, czapce… Wytrzymuje jednak te bite trzy godziny na nogach.
1 sierpnia towarzyszy nam gdzie tylko może. Nie wiem jak on to znosi. W trakcie uroczystości przy pomniku Polegli Niepokonani na Woli szepce do mnie…

- Musiałem tu przyjechać. Musiałem to zobaczyć, być tutaj… Ogromnie tego potrzebowałem. Nie było takiej możliwości, żeby mnie dziś tu zabrakło… Dziękuję wam, że mi to umożliwiacie…

*
W następnym roku był jakiś mecz na Traugutta i awans gdańszczan do drugiej ligi. Chyba Lechia – Kotwica. Od nas na meczu parę osób. Tadeusz już na wózku. Przywieźli go na stadion tylko na chwilę, dopiero jak awans stał się faktem, by złapał trochę tej atmosfery święta i karnawału… Nawet z nim wtedy nie pogadaliśmy…

*
Wrzesień, październik 2005. Dufo w szpitalu, podłączony na stałe do przenośnej aparatury. Odwiedzamy go, w miarę możliwości, co jakiś czas. Serce pękało na ten widok, ale nic nie można było dać po sobie poznać, bo od razu wszystkich rozstawiał po kątach…
Za ostatnim razem wręczył mi taki kufel do piwa zrobiony w starym dobrym stylu z lat siedemdziesiątych.

- Wypij moje zdrowie i módl się za mnie. A o Polskę się nie martw, tylko osobiście o nią walcz. Polacy naprawdę nie są tacy głupi. Ludzie przejrzewają na oczy. Tym razem zwyciężymy. Ja to wiem. Zobaczysz!

Zbliżały się wybory…

*
W końcu nadszedł ten dzień, zdaje się sobota albo niedziela…
„Dufo nie żyje! Zmarł kilka godzin temu” – to była pierwsza wiadomość jaką odebrałem. Potem przyszło kilkanaście podobnych …

*
W Polsce odbyły się wybory. Było tak jak mówił Tadeusz. Wróciłem do domu z popijawy Ligi Republikańskiej. Sączyłem piwo z tego otrzymanego w szpitalu kufla… „Miałeś rację, Brachu… ZwyciężyliśMY!” - napisałem wtedy na jego numer telefonu…

*
Pojechaliśmy na pogrzeb.
Mecz, Msza Święta, tłumy ludzi, silna delegacja Legii… Ale coś tak wszystko jakby nierzeczywiste, za jakąś mgłą…
Wracamy we czterech, ja za fajerą. Pusto, niezła jak na tą porę roku widoczność, gnamy niewąsko…
W Warszawie jako ostatni wysiadł z samochodu Foxx.
Ruszyłem…
W głowie kłębią się wrażenia minionego dnia…

- Widzisz, Tadziu – mówię w myślach… - Byliśmy z Tobą, Przyjacielu, do końca. Trzymaj się TAM … Do zobaczenia…

W tym momencie zaświecił się mój telefon. Czytam i sztywnieję niczym przeszyty szpilą lodu…

„Wiadomości nie udało się wysłać.
DUFO_LG”

____________

Całość publikacji tutaj: odnośnik

Pozdrawiam i w imieniu naszej wczorajszej delegacji serdecznie dziękuję za wspaniałą gościnę.

Pawełek
OFMC
Legia Warszawa
15 października 2012, 20:46 / poniedziałek
Dzięki Pawełek.za pamięć. Ładnie napisane, od serca
15 października 2012, 20:56 / poniedziałek
Już to kiedyś napisałem ale chętnie się powtórzę, jak Ty tego nie wydasz w formie książkowej, osobiście nakopie Ci do dupy ;)
Do zobaczenia w Listopadzie!
15 października 2012, 21:03 / poniedziałek
dzięki za te wspomnienia. Człowiek żyje tak długo jak pamięć o Nim.
16 października 2012, 11:20 / wtorek
piękne wspomnienia, z przyjemnością się czytało
16 października 2012, 11:22 / wtorek
Pawelek,
dziekujemy za wspomnienia, szkoda ze nie dales znac ze jedziecie do Gdanska.
Do zobaczenia wkrotce
Cypis
16 października 2012, 18:10 / wtorek
Pawełek,
fajnie że to wrzuciłeś, thx!
Dzięki za przyjazd!
Pozdrawiam el
17 października 2012, 01:19 / środa
Kumplu!

Dalej trzymam w wizytowniku Twoją wizytówkę.
Mam dalej w telefonie Twój numer telefonu.
Na wszelki wypadek - Może się odezwiesz...
17 października 2012, 03:29 / środa
17 października 2012, 03:34 / środa
To chyba wystarczy.
Tadzior Ty wiesz i czekasz na nas.
28 października 2012, 22:30 / niedziela
Dziś Tadeusz świętowałby swoje 44 urodziny. Dodatkowo również to dzień jego imienin.

Niedawno rozmawiałem na jego temat z naszymi wspólnymi znajomymi. Za każdym razem pojawia się wątek niedowierzania, że nie ma go z nami już siedem lat, a jego wciąż tak bardzo brakuje… Stale słychać – „gdyby Tadek żył…” – „Dufo zrobiłby tak…” itp.

Jakże przeczy to tej durnej teorii, że nie ma ludzi niezastąpionych…

Tradycyjnie - pozdrawiam Znajomków i Przyjaciół!
 
1
 
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.011