Gdańsk: czwartek, 22 sierpnia 2019
FORUM
Podstrony:


Historia (nie)prawdziwej miłości?

strona 1/1

 
1
 
3 lutego 2019, 19:56 / niedziela
Postanowiłem założyć ten wątek coby Nasze siostry i bracia po szalu, nie powiększali sektora niebo. Abyśmy mogli poczuć wsparcie bądź się wyżalić, chowając męską dumę w kieszeń, otrzeć kobiece łzy.

Moja historia jest nieco skomplikowana. Nie potrafię sobie już z tym poradzić i mam w głowie różne, głupie myśli.

Byłem z dziewczyną przez kilka miesięcy. Ona pochodzi z innej mniejszej miejscowości ja z oddalonego o około 350km Gdańska. W momencie kiedy się poznawaliśmy był to pewien kłopot dla niej, ale dała temu szanse. Spędzaliśmy na rozmowach głównie telefonicznych setki godzin, często nawet po 10-12g na słuchawce, ciągły kontakt sms. Później przyjeżdżałem do niej, a właściwie do hotelu, potem do jej miejscowości i spędzaliśmy razem czas. Było ciężko, miała swoją przeszłość, trochę w życiu przeszła i sporo krzywdy jej spotkało więc była zdystansowana do mnie, trudno było o kontakt fizyczny. Wszystko nadrabialiśmy czasem, ja nie nalegałem na nic, nawet na przytulania o innych rzeczach nie wspominając. Z czasem przechodziliśmy kolejne kroki, aż do momentu kiedy już mieliśmy ze sobą wszystko i byliśmy naprawdę szczęśliwi, tak kochanej i czułej kobiety nigdy w życiu nie spotkałem. Jej rodzina była pozytywnie nastawiona, a właściwie wtedy tak mi się wydawało. Przeprowadziłem się do pobliskiej miejscowości oddalonej od niej o 18km, rzuciłem wszystko aby być przy niej i zacząć nowe rozdanie. Znalazłem tu pracę, wynajmowałem mieszkanie, poszedłem skończyć prawo jazdy, które teraz było koniecznością a nie jak to w wielkim mieście bywa, zostawałem nawet u niej na noc. Wszystko układało się znakomicie, świetnie się dogadywaliśmy, nigdy nie było między nami żadnych kłótni, można by pomyśleć że zostaliśmy dla siebie stworzeni, niesamowita zgodność charakterów, nawet w jedzeniu byliśmy zgodni, we wszystkim. Nadszedł czas że się jej oświadczyłem, moment przełomowy. Oczywiście się zgodziła, a między nami wybuchła niezwykła namiętność, wtedy też pojawiły się wielkie schody i trudności..

C.d.
3 lutego 2019, 19:58 / niedziela
C.d.

Jej matka była rozczarowana jej decyzją, uważała ona że mi odmówi przez co się rozejdziemy. Spędziliśmy razem święta, super dla Nas czas tuż po zaręczynach, chociaż nie w smak dla jej mamy. Zaczęła dostawać zakazy spędzania u mnie nocy, ja nie mogłem u niej. Jednak to obchodziliśmy i spędzaliśmy razem noce, ja u niej w ukryciu niczym 15 latkowie. Wiedzieliśmy, że Kochamy się nad życie, planowaliśmy dalszą przyszłość, dzieci, ślub i wspólne zamieszkanie. Kiedy nie było jak dojechać to szedłem 20km niezależnie od pogody do Niej. Każdego dnia kiedy od niej wychodziłem jej matka nagadywała na mnie, na nas. Stała się bardzo przeciwna i negatywnie nastawiona i nie rozumiała że jesteśmy szczęśliwi. Zaczęła zabraniać nam wspólnych podróży i zaplanowanych wyjazdów i wszędzie ona chciała się z nami pchać. Mówiła żebym uważał na drodze bo nie wiadomo co mnie może spotkać, mnie to bawiło. Rozmawialiśmy z nią dużo, co nie przynosiło żadnych efektów, kobieta zamknieta w swoim światopoglądzie, nawet moi rodzice próbowali telefonicznie do jej mamy dotrzeć. Nic z tego. Każdego dnia było coraz gorzej, nie mogliśmy normalnie funkcjonować i żyć. Musieliśmy przekładać nasze plany, anulować podróże, a ja się na to godziłem ulegając swojej ukochanej, pomimo że mówiłem że trzeba to zakończyć i powinniśmy razem zamieszkać, odciąć się od tego, od tej sytuacji i tego jak nam zabraniają razem wszystkiego na co się ona godziła. Do tego doszła jej siostra z mężem i brat z narzeczoną, którzy stali po stronie matki. Jej Mama powiedziała mi wprost że zrobi wszystko abyśmy się rozstali i to ona powie kiedy możemy brać ślub a kiedy nie. Chora sytuacja. Wszystko się zmieniło od zaręczyn naszych, między nami wspaniale lecz reszta.. Totalnie odjechała aby nam utrudniać życie. Na każdym kroku, z czasem nawet byłem traktowany jak powietrze i zło konieczne. Szukali różnych sposobów aby nas podzielić, aż w końcu im się udało. Po miesiącu od zaręczyn do jej domu wkroczyła policja, co ciekawe po mnie. Okazało się, że przez sprawę z mojej przeszłości i dawną pracę, szukali mnie bo listy polecone nie odbierane przychodziły na inny adres, a sprawa była sprzed kilku lat co myślałem, że została rozwiązana. Oczywiście moja narzeczona o wszystkim wiedziała, o tej sprawie również, nie miałem przed nią żadnych tajemnic, wszystko jej mówiłem. Jej matka wraz z bratem załatwili sprawę i mnie zgarneli do aresztu, na sankcję. Po 10 dniach prokurator mnie wypuścił. Bardzo się bałem że nie poczeka na mnie, napisałem do niej list będąc w areszcie. Na szczęście czekała i ani na moment nie zdjęła pierścionka. Dzień później dowiedziałem się że chce mnie zostawić i wszystko oddać. Był to dla mnie szok. Późnym wieczorem wybrałem się do niej z buta aby porozmawiać, niestety w nocy przymarzła brama i nie mogłem się do niej przedostać, przez płot pies by szczekał i narobił hałasu budząc mamę, więc chodziłem do rana aby nie zamarznąć. Była ciężka rozmowa, nadszedł moment kiedy nie mogłem już jej ulec i postanowiłem postawić sprawę, że musimy iść w jakimś kierunku, żeby ze mną poszła i zamieszkała. W czasie kiedy nie miałem z nią kontaktu jej rodzina strasznie na nią naskoczyła i na nas, ona jest bardzo delikatna więc w końcu nie wytrzymała. Dostała zakaz spotykania się ze mną i jakichkolwiek kontaktów, a ja zakaz wstępu do jej domu. Po naszej rozmowie wydawało się że będzie dobrze i damy radę, jednak wieczorem ze mną zerwała. Pomimo że tego samego dnia utwierdzała mnie że kocha nad życie.

C.d.2
3 lutego 2019, 20:01 / niedziela
C.d.2

Próbowałem przepraszać, dzwoniłem, rozmawiałem. Zostawiła mnie dlatego, że jej strona rodziny jest przeciwko nam i ma tego dosyć. Nadmienie że moja strona rodziny bardzo nas wspierała, moja mama lubiła ją i starała się też wspierać, zwłaszcza kiedy mnie nie było. Nie zostawiła nas dlatego że ją skrzywdziłem, o czym też mi powiedziała i nie ważne dla niej to jakie mieliśmy plany i marzenia, a to że otoczenie jest przeciwko nam. Nie ważne co próbuje zrobić to mam wrażenie, że pogarszam sytuację. Strasznie ją kocham, bardzo tęsknie i brakuje mi jej. Nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. Jest ze mną coraz gorzej, nigdy na nią nie krzyknęłem, zawsze starałem się znaleźć rozwiązanie i zawsze ją wspierałem, zawsze mogła na mnie liczyć. A teraz zostałem sam i straciłem wszystko. Jak w jednej chwili można stracić wszystko.. Z każdym dniem czuje się coraz gorzej, zaczynam myśleć czy ten dzień będzie tym ostatnim. Nie widzę sensu dalszego życia skoro, wszystko odeszło wraz z nią. Prosiłem o szansę dla nas, dla mnie abyśmy spróbowali bo było nam dobrze. Jednak bez skutku, nie mogłem jej chronić przez 10 dni przez co jej rodzina wygrała.. Pamiętajcie żeby zawsze chronić swoją partnerkę i nie zostawiać jej samej, nawet jak to nie z waszej winy, bo możecie stracić wszystko. Najlepiej zabierajcie ją czym prędzej z takiego otoczenia, nie ulegajcie i nie próbujcie tego załagodzić, jak widzicie nic to nie da.. Nie patrzcie też na wasz wiek, ja mam 28lat za dwa miesiące, ona 27lat za miesiąc i tak się słuchała mamy.. Nie mogłem z tym wygrać a walczyłem do samego końca, jeszcze walczę jednak już bez sił i na straconej pozycji..

Możecie podzielić się swoimi historiami, kto wie może komuś pomoże to przetrwać trudny moment, a może nawet ocalić od głupich czynów. Ludzie są różni i możesz być twardy jak skała, jednak kobiety potrafią zmiękczyć nasze serca i dusze, ale też sprawić że twardnieje nam co inne.
6 lutego 2019, 02:27 / środa
Chłopie, aleś wpadł w deprechę.
Z reguły nie czytam takich wynurzeń, każdy ma swój świat, na każdego działa coś innego. Ale uwierz staremu zgredowi, w temacie damsko - męskim jesteśmy podobni. Ty, jak domniemuję, masz pod trzydziestkę, więc jakiś bagaż doświadczeń posiadasz. Zatem sam najlepiej wiesz, że lekarstwem na jedną babę jest druga baba.
Tak, wiadomo, w tej chwili myślisz, że to inny przypadek.
Nie ma innych przypadków.
Coś Ci napiszę ze swojego życiorysu.
Kiedyś tam wyrwałem małolatę. Wizualnie 10/10. Ale szybko się mną znudziła, potrzebowała wariata który by wokół niej skakał 24/24 7/7. A tu trochę trzeba było popracować, mecze itp.
Rozeszliśmy się. Tak na amen, bez nawiedzania wspólnych znajomych itp. itd. Bolało. Przy okazji trochę się pokłóciłem z jej psiapsiółką, żoną mojego koleżki (to istotne dla tego, co chcę Ci powiedzieć)
Szybko znalazłem sobie inne gniazdko.
Mój ziomal niedawno zmarł. Na pogrzebie spotkałem jego żonę, pierwszy raz po ponad 20 latach. Wymieniliśmy telefony, wszak kiedyś tam znaliśmy się dość dobrze, ona chciała się wygadać, bo miałem kontakt ze zmarłym ziomkiem, a ona zdążyła się z nim rozwieść. Takie tam ludzkie historie.
Spotkaliśmy się, pogadaliśmy, życie.
I gdy się żegnaliśmy powiedziała co jej leżało na serduchu przez te dwadzieścia lat. Bo ona jako "taka psiapsiółka od serca" była trochę zaplątana w mój były romansik. Okazało się, że już nie są psiapsiółkami, od lat nie mają ze sobą kontaktu. Wszyscy, którzy tej mojej byłej pomagali wpadali w jakieś głupie historie. Kuzynkom czy znajomym podrywała mężów, ładowała się w jakieś afery obyczajowe.
To już kompletnie mnie nie interesowało, ale znajoma chciała z siebie to wyrzucić, w sumie zawsze się nam fajnie gadało, a przez to moje uczucie do jej psiapsiółki i nasze rozstanie przez ponad 20 lat nie mieliśmy z sobą kontaktu.
Natomiast do mnie dotarło, że gdybym wówczas nie dał sobie siana, to teraz miałbym w życiu totalną rozpierduchę.

Teraz o Twojej sytuacji. Jak te trochę czasu indoktrynacji matki, której ona nie pozbędzie się do końca życia mamusi, wystarczyło, żeby zmieniła zdanie na Twój temat, to może nie warto się angażować.
Pozdrawiam i życzę szczęścia, także na odcinku kibicowskim - mistrzostwa dla Lechii.
8 lutego 2019, 18:36 / piątek
Czegoś takiego na tym forum jeszcze nie było...
Co tu można powiedzieć? Jeśli dorosła (?) 27-letnia dziewczyna potrzebuje zgody mamusi na układanie swojego życia, to być może jest po prostu niedojrzała. Nawet, gdybyś ją wyrwał z tej rodziny, to wygląda na to, że ona jest z nimi wszystkimi bardzo związana i mocno podatna na ich opinie. Byłaby nieszczęśliwa, a Twoja teściowa ciągle by jątrzyła, kręciła, aby obrzydzić Wam życie. W takiej atmosferze to by się długo nie utrzymało. A gdyby jeszcze w międzyczasie pojawiło się dziecko, to i ono w takim klimacie nie byłoby szczęśliwe. Takie związki udają się chyba tylko w hollywodzkich filmach.
Jesteś zakochany, masz wyidealizowaną wizję swojej wybranki. Jesteś gotowy wszystko wybaczyć, nie widzisz wad itd. Tak to działa u wrażliwego faceta. Dziś trudno Ci myśleć o tym, że nie będzie jej w Twoim życiu. Po prostu przetrwaj ten czas. Staraj się o tym nie myśleć. Zajmij się czymś, zajmij sobie czas, żeby nie rozmyślać, nie rozpamiętywać. A za jakiś czas może spotkasz babeczkę bez zobowiązań, z normalną rodziną. Z jej bratem wyskoczysz czasem na wódeczkę. Jej ojca zabierzesz na mecz Lechii. I będzie normalnie. Wiem, teraz to się wydaje nieprawdopodobne. Ale życie idzie do przodu. A Ty zasługujesz na zdrowy, normalny układ. Trzymaj się i choć jest ciężko, to patrz do przodu.
8 lutego 2019, 23:38 / piątek
Bardzo przepraszam,nie jestem w stanie tego wszystkiego przeczytac.
Troszkie przydlugie.
Troszkie z pelna premedytacja,

P.S. nie mam polskich znakow
10 lutego 2019, 20:50 / niedziela
Tego kwiata jest pół świata. W zasadzie wszystkie są bardzo podobne do siebie, ale oczywiście mówi się im, co zrozumiałe, że każda jest wyjątkowa. Moja rada, bierz inną, najlepiej grubą, to nie zgrubieje i będzie bardziej przyzwiązana. I druga rada, obserwuj jej matkę, bo kropka w kropkę taka sama będzie i ona za kilka, najpóźniej kilkanaście lat. Skoro jej matka nie jest ok, to powinno ci to dać do myślenia w kontekście tego, czy inwestować w tę znajomość. Daj sobie chyba na luz, czas leczy rany, znajdź sobie nowy egzemplarz, a oszczędzisz sobie czasu, nerwów i pieniędzy. Miłość jest niestety mocno przereklamowana. Ważne są tak naprawdę więzy krwi, miłośc do dziecka własnego, do rodzonej matki, rodzeństawa. A dziewczyna, narzeczona, żona to rzeczy nabyte, podlega wymianie w okreslonych okolicznościach, niestety zwykle bardzo przykrych. A jeśli nie ma tego rozstania, a trwanie, to zwykle spoiwem nie jest uczucie, lecz bardziej prozaiczne względy: przyzwyczajenie, inercji do zmiany, niechć do ryzyka, zbyt wysoka cena, koszt rozstania w postaci utraty lokum, dzieci itd. Reasumując, nie ma się co za bardzo angażować emocjonalnie, ale pozory takie koniecznie przy niej zachowywać należy, by zadbać o własną gospodarkę hormonalną i by ci rogów nie przysporzyła. Po za tym skoro tej twojej na Tobie rzekomo zależy, że również cię kocha, to sprawdź to, to złap dystans, poczekaj, na pewno wróci, nawet wbrew rodzinie, jeśli to tzw. prawdziwa wielka romantyczna miłość. Jeśli tego nie zrobi, to widocznie nie jeteś dla niej taki ważny, a ważne są dla niej więzy krwi i opinia mamusi. Powiedź sobie wtedy "mała strata, krótki żal", jak powiadała Mariolka w "Czterdziestolatku", gdy kończyła znajomość z kolejnym narzeczonym. Pamiętaj o honorze, nie daj się babom wodzić za nos, nie ulegaj kaprysom. Szanuj się sam, sam kontroluj sytację, nie pozwól, by sytuacja ciebie kontrolowała.
11 lutego 2019, 03:28 / poniedziałek
Ze swojej perspektywy mogę Ci napisać krótko - czas leczy rany.
Miałem kiedyś kobietę również nie z Gdańska, dla której totalnie straciłem głowę i.... I jaja. Byliśmy razem 4 lata podczas których ona mnie dosłownie wykastrowała, ale robiła to stopniowo, później, pod koniec związku były już jawne szantaże, którym ulegałem, byleby tylko jej nie stracić. Później odeszła. Niemal że bez słowa. Strasznie mi siadło na bani musiałem pójść do psychologa. Po jakimś czasie pogodziłem sie z tym, że jej już nie ma i nie będzie. Zacząłem dostrzegać jej prawdziwy obraz, obrzydliwej manipulatorki, jest nawet na to medyczne określenie - osobowość borderline. Od roku jestem w szczęśliwym związku z Ukrainką. Jest zupełnie odwrotnie niż wtedy. To ona dba bardziej żeby był cały czas ogień w związku, a na tą moją wielką miłość patrzę tylko z politowaniem.
Dasz radę chłopie jak jest naprawdę źle idź do specjalisty, a jak nie jest najgorzej to skup sie na czymś, poświęć sie czemuś, a w maju Lechijka osłodzi Ci życie dubletem.
15 lutego 2019, 23:53 / piątek
Qrwa Polek już nie ma? Pożałujesz ale szczęścia życzę
18 lutego 2019, 06:38 / poniedziałek
Nie wiem,czy powinienem cos radzic...ale,moglbys byc moim synem.Mam go jednego,zabralem do Stanow,gdy mial 3 latka.Jego matka,piekna,sporo mlodsza ode mnie kobieta.Historia jest smutna i jak z filmu.Zakochana,zauroczona,ja ,wracałem(myslalem,ze "na stałe"),po 10 latach do "mojego Gdanska"z za Wielkiej Wody.Byl rok 1993.Oczywiscie zaczałem na Traugutta chodzic( nawet w powszednie dni,popatrzec,powspominac).Wychowalem sie na Mariackiej,znam kazdy kamien i kraweznik.Co do matki mojego syna.Po dwoch latach znajomosci,znalazlem w kuchni strzykawkę.Cos mi tam wspominala,ze miala kiedys jakies historie z narkotykami.Ja tez probowalem roznych,nigdy tych "cieżkich". Mialem nadzieje,ze to przypadek,cos sie stalo,sprawa zamknieta.Niestety,zaczęła się moja gehenna.Zeby nie przedluzac.Wywalczylem w Sadzie Rodzinnym w Gdansku,pozbawienie matki Pawła praw rodzicielskich i postanowiłem zabrac 3 latka do Stanow.Mialem "zielona kartę",mały dostal wize turystyczna,zalatwilem wszystko w USA,moje obywatelstwo,jemu rowniez.Kocham Polske,tesknie,probuje wracać,po kilku miesiacach,znowu uciekam.Kupilem nawet chate goralska w Beskidach,wyremontowalem,poznalem kilka kobiet przez internet,nic z tego.Syn mieszka w Lake Tahoe,jest instruktorem snowboard,ja siedze na Florydzie,gram w tenisa....i znowu gdzies mnie goni.Wlasnie sprzedalem moj dom.Nie moge oderwac sie od polskich spraw,od Ganska,od Lechii..Moze nie potrzebnie opisuje moja historie,ale pamietaj,jestes mlody,zycie przed Toba,a zycie to nie jest"smooth sailing".Bedzie dobrze,jestem pewien.Jestes wrazliwym mlodym czlowiekiem,a Lechia,mam nadzieje, w tym roku dostarczy nam wszystkim wielu wzruszen i na koncu Mistrzostwa Polski.PS.Sam syna wychowałem,nie uwazam tego za cos wyjatkowego.Na koniec,jest taki numer zespołu Kansas,"Dust in the wind"All we are is dust in the wind,czyli jestesmy takim pylkiem na wietrze.Warto jednak zyc i byc dobrym czlowiekiem.Znajdziesz swoja polowe,jestem pewien i bedziesz szczesliwy!!!
18 lutego 2019, 06:44 / poniedziałek
przepraszam za ten wpis,ale szczerze sie wzruszylem Twoja historia.To forum obserwuje od lat,nawet kiedys mialem konto,ale zapomnialo mi sie password itd,dlatego otworzylem ponownie,na nowo.
28 marca 2019, 15:45 / czwartek
Chciałbym wszystkim podziękować za wsparcie i podzielenie się swoimi historiami. Dobrze, że na braci po szalu można zawsze liczyć. Pora wrócić do większej aktywności kibicowskiej! U mnie bez happy endu i raczej go nie będzie, w opisanej historii. Daliście mi siłę i dziękuję.
 
1
 
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.275