Obie drużyny liczą, że sobotnie spotkanie będzie przełomowym. Ślązacy chcą zatrzeć niekorzystne wrażenie jakie pozostało po ubiegłotygodniowej porażce z Jagiellonią 1:2. -
Po tym falstarcie zrobimy wszystko, żeby w sobotę wygrać i jestem przekonany, że będzie lepiej niż tydzień wcześniej – zadeklarował pomocnik Śląska Piotr Ćwielong. Również gdańszczanie chcą wygrać ze Śląskiem. -
Nastawiamy się na trudną walkę, ale chcemy wrócić z Wrocławia z trzema punktami – oświadczył trener biało-zielonych Tomasz Kafarski. Jeśli słowa opiekuna gdańszczan znalazłyby swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, byłoby to pierwsze zwycięstwo lechistów nad Śląskiem we Wrocławiu. W historii pojedynków wrocławsko-gdańskich (na szczeblu ekstraklasy i obecnej I ligi), gdańszczanom nie udało się bowiem ani razu wygrać przy Oporowskiej. W 14 spotkaniach rozegranych na Dolnym Śląsku Lechii udało się wywalczyć zaledwie 5 remisów. Podziałem punktów zakończyły się również ostatnie 3 mecze Lechii ze Śląskiem. Co więcej, za każdym razem padał wynik 1:1 i to wrocławianie jako pierwsi strzelali bramkę.
Biorąc pod uwagę potencjał obu zespołów i formę jaką prezentują na początku rundy, również remis w sobotę jest wielce prawdopodobny. Bardzo ciężko wskazać faworyta tego spotkania, zważywszy na fakt, że oba zespoły przystąpią do meczu w nieco zmienionych składach. Możliwe, że trener Śląska Ryszard Tarasiewicz postawi od pierwszych minut na Sebastiana Dudka kosztem Dariusza Sztylki. Środkowy pomocnik zielono-biało-czerwonych powinien wzmocnić drugą linię wrocławian, która wciąż nie gra w optymalnym zestawieniu (kontuzjowany jest Antoni Łukasiewicz). Niewykluczone, że z Lechią zagrają także rekonwalescenci – Krzysztof Ulatowski i Tomasz Szewczuk, choć raczej powinni pojawić się na boisku dopiero w drugiej połowie.
W Lechii sytuacja jest dokładnie odwrotna. Kłopoty bogactwa trenera Kafarskiego zmusiły go do pozostawienia w Gdańsku Marko Bajicia i Jakuba Zabłockiego. W miejsce Serba do meczowej 18. wrócił Paweł Nowak (prawdopodobnie zagra od początku), Zabłockiego zastąpił zaś Maciej Kowalczyk. Obecność „Kowala” w składzie to niespodzianka, bowiem szkoleniowiec Lechii rzadko korzystał w tym sezonie z usług tego napastnika. Wątpliwe zatem, by udział Kowalczyka w spotkaniu ze Śląskiem był aktywniejszy niż siedzenie na ławce. Nie wiadomo również, czy rywalizacji na boisku będzie dane doświadczyć Karolowi Piątkowi i Marcinowi Kaczmarkowi. Obaj zawodnicy „padli ofiarą” ustawienia preferowanego przez trenera Kafarskiego, w którym jest miejsce jedynie dla 3 pomocników. Szkoda, by potencjał tych graczy pozostawał niewykorzystany, szczególnie że biało-zieloni znów rażą nieskutecznością. A ta będzie kluczową w meczu z wrocławianami, gdzie o wyniku może przesądzić jedna bramka. Warto również zadbać o koncentrację w obronie, by nie powtórzyła się sytuacja ze spotkania z warszawską Polonią, gdzie przez własną niefrasobliwość lechistom uciekły 2 punkty. Na kolejną stratę gdańszczanie nie mogą sobie pozwolić, a zwycięstwo pozwoli umocnić się na 6. miejscu w tabeli i odskoczyć nieco drepczącym po piętach rywalom.
Jaki będzie końcowy rezultat? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że na trybunach będzie gorąco. Mecz Śląska z Lechią będzie okazją do jeszcze większego zacieśnienia, i tak mocnych już, więzów przyjaźni, łączących kibiców obu drużyn. Wszystkim tym, którym nie uda się dotrzeć na Oporowską pozostaje transmisja telewizyjna. Bezpośrednia relacja z meczu Śląsk – Lechia na antenie stacji Orange Sport.
Pełna analiza statystyczna przed meczem Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk oraz pozostałymi spotkaniami 20. kolejki Ekstraklasy na
www.hppn.pl