Dzień meczowy w Gdańsku - dlaczego jest tak źle?
3 października 2026
Postanowiliśmy przyjrzeć się specyfice meczu domowego Lechii Gdańsk i sprawdzić, co można byłoby poprawić.
Nie oszukujmy się - frekwencja na Lechii nie powala. Na meczach z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, Wartą Poznań, Pogonią Siedlce, Miedzią Legnica i Stalą Mielec pojawiało się kolejno: 6759, 5744, 6620, 8283 i 6894 widzów. Jak to w świetnej komedii "Kilerów Dwóch" powiedziałby Wąski - no, kilka niedociągnięć jest. Z czego może wynikać fakt, że sąsiadka zza Sopotu przebija nas średnią frekwencją o prawie 2500 widzów?
Pierwszą, zasadniczą sprawą jest oczywiście wynik sportowy. Jest to najlepszy marketing, którego nie przebiją żadne plakaty, promocje dla kibiców czy konkursy. I my wiemy, że Lechia jest wyżej w tabeli. Ale Arka zaczęła sezon od dwóch zwycięstw, a my od dwóch porażek 0:3 przed własną publicznością gdzie graliśmy w większości juniorami i nikt nie wiedział w którą stronę pójdziemy. A to mogło naszych kibiców już zniechęcić, a tych z Gdyni napędzić. Tutaj jednakowoż liczymy, że tendencja się zmieni.
Niemniej, jesli wskazujemy na zniechęcenie kibiców... Lechia dalej ma opinię klubu, w którym zdarzają się zaległości w wypłatach wynagrodzeń dla piłkarzy. Wieczna atmosfera niepewności, chaos organizacyjny w połączeniu ze spadkiem doprowadziły do sytuacji, że wielu kibiców zdecydowało się na swój prywatny bojkot, uznając, że dopóki sytuacja finansowa nie ulegnie znacznej poprawie, nie zamierzają chodzić na domowe spotkania Lechii.
Ciężko też nie przejść obojętnie obok faktu, że jak my tych kibiców mamy zachęcić, skoro mimo spadku sportowego, ceny biletów na Lechię się nie zmieniły? W poprzednim sezonie gościliśmy tu Legię Warszawa, Lecha Poznań, Widzew Łódź czy Górnika Zabrze. W tym sezonie będziemy gościć np. Puszczę Niepołomice, Odrę Opole, Podbeskidzie Bielsko-Biała, czy Stal Rzeszów. I oczywiście z całym szacunkiem dla tych klubów, bo wszystkie na szacunek zasługują, niemniej nie są to choć w połowie tak medialne czy rozpoznawalne marki jak te kluby z Ekstraklasy. A ceny dalej takie same...
Ciężko nie odnieść wrażenia, że w dniu meczowym dzieje się wokół stadionu tyle co nic, a jeśli się coś dzieje, to w dużo mniejszym stopniu niż w innych klubach. Legia Warszawa ma Legia Park, gdzie ma foodtrucki, dmuchańce dla dzieci, przed stadionem Górnika Zabrze dzieje się dosłownie wszystko - jest nawet mobilne studio tatuażu! A w Gdańsku mamy dwa stoiska z gadżetami klubowymi i atrakcje ukryte już wewnątrz trybuny żółtej. Przed stadionem nie dzieje się właściwie nic. Nie uderzamy tutaj bezpośrednio do działu marketingu czy biura prasowego - bo doskonale wiemy, że budżet też z pewnością jest ograniczony, a mamy pewność, że na tych stanowiskach zatrudnieni są kompetentni ludzie, których z pewnością zatrzymują czynniki od nich niezależne. Nie zmienia to jednak faktu, że przeciętny dzień meczowy Lechii jest mało atrakcyjny. Sam fakt, że nastąpiła rezygnacja z otwierania bram stadionu na dwie godziny przed meczem, a otwierają się one godzinę przed spotkaniem. Wiadomo, frekwencja zmalała więc i ochronie można zapłacić mniej, ale ciężko nie myśleć, że nawet to jest robione dla oszczędności. A kibica to też nie zachęci...
Przed Lechią teraz spore wyzwanie organizacyjne, jakim jest mecz z Arką Gdynia, który z pewnością skończy się wyprzedaniem stadionu do ostatniego krzesełka. Jeśli chcemy poprawić frekwencję w Gdańsku - ten mecz trzeba wykorzystać i wycisnąć go jak gąbkę. Na boisku trzeba wygrać, kibiców trzeba zaangażować i zaoferować im co tylko mamy najlepsze. Bo w przeciwnym razie - ta frekwencja nie poprawi się nigdy. A wraz z malejącą temperaturą na zewnątrz - może się wręcz pogorszyć.
REKLAMA